WIOSNA 2016 – czym mnie zaskoczyła

No na pewno była to temperatura, z początku prawie letnia ,ale potem nie było już tak kolorowo. Za to niektóre rośliny na działce wprawiły mnie w zachwyt ,a niektóre baaaardzo zadziwiły ,bo nawet nie spodziewałam się że je mam !.

Tak np. było z jaskrem, który jak było cieplej ginął pod obwitą funkią. A tu proszę ! liście trochę wolniej się rozwijały i jaskier w całej okazałości.

20160430_133452.jak-zmniejszyc-fotke_pl

W tym roku również niezapominajki zrobiły mi niespodziankę, bo oprócz standardowego „niebieskiego oczka” były również śnieżnobiałe i różowe,a nawet fioletowe !

20160430_133636.jak-zmniejszyc-fotke_pl

W pełniej krasie ukazały się również kwiaty serduszki okazałej. Zawsze było pełno liści, a w tym roku piękne kiście kwiatów. Niesamowity jest ten kształt stworzony przez naturę.

20160430_133510.jak-zmniejszyc-fotke_pl20160430_133505.jak-zmniejszyc-fotke_pl

Rozchodnik przybrał wyjątkową , czerwoną barwę.

20160430_133424.jak-zmniejszyc-fotke_pl

A krzak pigwowca wyczarował piękne, czerwone kwiaty.

20160430_133536.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 

Była również jedna strata, niestety. Po posadzonej ostróżce w kolorze ciemnego fioletu została tylko etykietka… ślimaki już zaczęły działać.I jak co roku znowu zaczynam walkę ze ślimakami !

 

 

SAMOTNOŚĆ DYWANU

dywanCiocia Fela jest u nas w rodzinie znana z wielkiej pasji do sprzątania. W moich wspomnień z dzieciństwa jawi się jako cerber czystości i porządku , a moimi potworem z szafy był wielki czerwony dywan w salonie. Dywan leżał godnie na samym środku, a że pokój był przechodni, nie było szans żeby go ominąć. Przechodzenie po nim wymagało nie lada umiejętności ,a może i talentu ,bo miał tę szczególną przypadłość, że podczas chodzenia po nim, włos układał się w stronę przeciwną i dokładnie było widać którędy delikwent przeszedł. Problem polegał na tym ,że przy cioci Feli  nie dopuszczalne było zostawianie śladów na tymże dywanie. W dodatku każdy koniec dywanu wykończony był niesamowicie długimi frędzlami, które codziennie były czesane i układane. Żaden z włosków frędzli nie mógł leżeć niesymetrycznie , a każde odstępstwo od nadanego kierunku było bezlitośnie korygowane. Złośliwość frędzli było ogólnie znane rodzinie, bo tylko do kapci cioci Feli nie miały one odwagi przyczepiać się z siłą węża. I jak tu wyjść rano z sypialni i udać się na śniadanie ,kiedy bezmiar czerwonego dywanu odgradza nas od świata? Różnych sztuczek próbowałam – chodziłam wyłącznie po kolorowym wzorze ,przeskakiwałam wielkimi susami, nawet usiłowałam ręką  zamazać za sobą ślady stóp – NIC! Dywan był lepszy w każdym calu i jak najlepszy wywiad na świecie donosił ciotce Feli ,że zamiast pędzić na śniadanie huśtałam się na fotelu bujanym, albo wyglądałam przez okno.

Minęło sporo lat, dywan leży do dnia dzisiejszego ,ale jak przyjeżdżałam do ciotki Feli w odwiedziny to i tak herbatę piłam w kuchni – po co zaczepiać potwora ?

 I myślałam ,że zostanie mi tak do końca życia ,ale kiedyś ciocia Fela dała się zaprosić na grilla do ogrodu. Zanim usiedliśmy do stołu ciocia Fela zaczęła zwiedzać naszą zieloną oazę i zanim się zorientowaliśmy ciocia Fela porwała miotłę do zamiatania chodnika i zaczęła walić w krzaki bukszpanu.

- Ale co ciocia robi?! – oburzył się mój mąż.

- Sprzątam ! – padła krotka odpowiedź.

- Krzaki?! – mój mąż złapał się za głowę.

- A widziałeś ile na nich pajęczyn !?

 Klątwa dywanu została złamana.

A ja teraz częściej zapraszam ciotkę Felę do ogrodu , ale  nie do sprzątania tylko do leżenia na trawie,bo już wiem ,że samotność jest jak ten dywan ;)

 

RAJ DLA DZIAŁKOWCA czyli zapraszam do Skierniewic

Kiedy Bartek powiedział mi o skierniewickim Święcie kwiatów, owoców i warzyw, pomyślałam sobie ,że to chyba jednak przesada robić takie zamieszanie koło tych paru wystawców handlujących krzakami. Dałam się  jednak namówić na wyjazd, bardziej ze względów rodzinnych niż tych związanych z krzakami.

Na miejscu przeżyłam szok, bo impreza popularnie nazywana „świętem krzaka”, obejmowała połowę miasta Skierniewice, a stoiska wystawców ciągnęły się przez 4 ulice! Oprócz tego miasto oferowało przez dwa dni mnóstwo imprez – koncertów przeróżnych wokalistów, wystaw i konkursów. Była również parada, konkurs na najlepsza „Skierlotkę” i na najpiękniejszą skierniewiczankę. Atrakcji co nie miara, ciężko było we wszystkim uczestniczyć, bo fizycznie brakowało czasu.

Jeśli chodzi o zakupy to bardzo żałowałam, że do Skierniewic nie przyjechałam ciężarówką, bo wybór był ogromny, ceny dużo niższe niż w Krakowie. Poza tym można było skorzystać z fachowych porad odnośnie ogrodnictwa. Sama wystawa robiła wielkie wrażenie, bo oprócz kompozycji florystycznych były również kompozycje z warzyw i owoców, prezentowano również różne odmiany gruszek, jabłek czy śliwek. Nawet nie przypuszczałam, że jest ich tak wiele!

A wszystko to wabiło kolorem i zapachem. Nawet popularne dynie były wyjątkowe, nie mówiąc już o tych gigantycznych po których skakały dzieci.

Tych zaciekawionych odsyłam na stronę skierniewickiego Święta kwiatów, owoców i warzyw:


http://swietokwiatow.pl/

 

A dla tych mniej ciekawskich- foto relacja poniżej.

 

Aha! I tylko jednej rzeczy nie udało mi się dowiedzieć – jaki kwiatek jest symbolem tego święta!

Ale może to następnym razem uda mi się ustalić…

 skier-28 skier-1 skier-2 skier-3 skier-4 skier-5 skier-6 skier-7 skier-8 skier-9 skier-10 skier-11 skier-12 skier-13 skier-14 skier-15 skier-16 skier-17 skier-18 skier-19 skier-20 skier-21 skier-22 skier-23 skier-24 skier-25 skier-26 skier-27

FAJNY FILM WCZORAJ WIDZIAŁAM

TAJEMNICA FILOMENY

 

Wybierając się na ten film ,nastawiłam się na łzawe, babskie kino – profilaktyczne zabrałam dwie paczki chusteczek .Film mnie zaskoczył pozytywnie, bo o żadnym wyciskaczu łez nie ma mowy. Historia oparta na prawdziwych zdarzeniach faktycznie jest bardzo przejmująca, ale nie ona jest tu najważniejsza. Film pokazuje zderzenie dwóch postaci – starszej pani z klasy średniej – Irlandki wychowanej w duchu wiary katolickiej oraz złośliwego, ironicznego dziennikarza, trochę nieporadnego i momentami zagubionego.I właśnie ich spotkanie daje sens całemu filmowi. Poczciwy i momentami zabawnym film,z wielką tragedią w tle – warto zobaczyć choćby dla samej Judi Dench , bo okazuję się ,że niezłomna „M” z Jamesa Bonda ma też inne, bardziej ludzkie oblicze.

SZPIEG PIXI-DIXI

….otworzyłam szufladę z aktami, ale pod literą H nic ciekawego nie znalazłam. Pomyślałam,że przecież wystarczyło przełożyć akta pod inną literę   i już nie wszyscy będą mieć do nich dostęp. Tylko jaka to może być litera? Krzysiek zawsze lubił synonimy, więc zapewne i tym razem zastosował tą metodę…nazwisko Hałas, może dźwięk?nie raczej nie, to idźmy dalej -gwar, tumult, larum….może to larum spróbuję…dobrze ,że szuflada na literę L była na samym dole,bo kiedy w pokoju obok zabłysło światło, znajdowałam się tuż przy podłodze…L jak larum – jest! bez czytania wyciągnęłam wszystkie papiery z teczki opisanej” Hałas” i wsadziłam do wielkiej torby, jaką miałam przewieszoną przez ramię.Do pokoju obok weszły dwie osoby-kobieta i mężczyzna, rozmawiali, ale nie słyszałamo czym. Podniosłam się trochę ,żeby spojrzeć przez przeszklenie w ścianie i wtedy moje oczy trafiły na wzrok tego mężczyzny. Otworzył usta w krzyku i prawą ręką sięgnął do kabury.Nie czekałam dalej, tylko rzuciłam się w stronę drzwi i zaryglowałam wszystkie zamki. A mówiła mamusi ,żeby zamykać za sobą drzwi….odgłos wystrzałów rzucił mnie na ziemie. Miałam nadzieję,że jednak nie oszczędzali na wyposażeniu i drzwi są pancerne…wytrzymały…oddalające się kroki powiedziały mi, że napastnik szuka innej drogi dostępu, ale drogę ucieczki miałam zaplanowaną perfekcyjnie. Już po 4 minutach odjeżdżałam z piskiem opon….udało się….musiałam gdzieś znaleźć spokojne miejsce, żeby to przemyśleć…ciężko się skupić kiedy własny mąż usiłuje cię zastrzelić….

Kiedy znalazłam się w mieszkaniu mojej mamy, rozłożyłam dokumenty na stole w kuchni…wszystkie zamki zaryglowałam i włączyłam podgląd na kamery rozmieszczone wkoło domu…już po chwili zorientowałam się czemu te akta były takie niebezpieczne i takie nie wygodne, szczególnie dla mojego męża…kartka z napisanym odręcznie wierszem, zdziwił mnie  najbardziej, ale potem przypomniałam sobie, jak dziecinna wyliczanka naszych córek była kodem do odczytywania ukrytych w tekście wiadomości…no nie, chyba nie jest ,aż taki głupi, pomyślałam z niechęcią o moim mężu, ale napisałam na kartce tekst tej wyliczanki…a jednak był! teraz już znałam hasło do konta z kasą ,jaką mój mąż wyprowadził z firmy…kątem oka zobaczyłam ruch na jednym z monitorów…no tak, znaleźli mnie! Bez namysłu wsadziłam dokumenty za pazuchę a kartkę z rymowanką wsadziłam do ust…trochę minie zanim sforsują niższe piętra, ale moja droga ucieczki jest tylko jedna. Nacisnęłam guzik lokalizatora na obudowie zegarka i zaczęłam się wspinać stromymi schodami na dach…odgłos wybuchu gdzieś na dole  dał mi znać, że mój przeciwnik nie bawi się w ceregiele…już słychać głosy, już są w budynku…wybiegłam na dach budynku i rozejrzałam się w koło…ciekawe kto będzie pierwszy…mój mąż czy…za rogu budynku wysunął się cicho mały helikopter, pomachałam mu ręka i wtedy nastąpił drugi wybuch…szarpnęło mną do przodu i ….obudziłam się !

Siedziałam na łóżku ,obok chrapał mój mąż, a w ustach czułam smak papieru…

….raz dwa ,trzy, cztery, idzie sobie Hackelbery, za nim idzie misio Jogi co ma strasznie brudne nogi, a za misiem Pixi-Dixi co się kąpią w proszku Ixi….

 

W PIĄTEK 13-TEGO

13 i w dodatku piątek, dla niektórych zwiastuje kłopoty. Nie inaczej było w firmie W.

Od samego rana kierowniczka działu pakowaczek z wypiekami na twarzy czekała na przyjście głównej księgowej. Miała wrażenie że od nadmiaru wiadomości jakie posiada zaraz pęknie, bo kolejny raz jak rasowy pies tropiciel wywęszyła kolejny trop. Koniecznie musiała się komuś zwierzyć z posiadanej wiedzy, a w jej mniemaniu jedynie główna księgowa była jej równorzędna. Jeszcze nie zdążyła  wypić pierwszej kawy a już wypatrzyła przez okno swojej kanciapy, jak główna księgowa wysiada z samochodu. Złapała ją już na schodach i ciągnąc lekko za łokieć ,prawie siłą zawlekła do pokoju, gdzie dokładnie zamknęła drzwi.

-Co się znowu stało Tereniu, że mnie napadasz już od rana –powiedziała główna księgowa do kierowniczki, ściągając powoli płaszcz.

-Teraz jestem zupełnie pewna, że to co ci mówiłam trzy dni temu dzieje się na 100% – wypaliła kierowniczka działu pakowaczek – a nawet an 1000%,więc chce żebyś razem ze mną poszła do dyrektora i mu to wszystko powiedziała!

-Tereniu ale masz na to dowody? bo to poważna sprawa, a jak pójdziemy do dyrektora to nie będzie odwrotu –powiedziała zasępiona główna księgowa.

-Jakie dowody! a nie wystarczy moje słowo!- oburzyła się kierowniczka.

-No dobrze, to powiedz jeszcze raz co widziałaś- powiedziała zrezygnowana główna księgowa, bo dobrze znała kierowniczkę i wiedziała ,że tak łatwo to ona nie odpuści.

-Tak jak ci mówiłam, zauważyłam to tydzień temu jak byłam przypadkowo na antresoli, bo stamtąd jednak lepiej widać…

-Terenia! to ty szpiegujesz pracowników z antresoli! -zawołała  oburzona główna księgowa.

-Nie szpieguje, tylko kontroluje, a to jest różnica- zaperzyła się kierowniczka działu pakowaczek.

-No dobrze i co dalej – sapnęła zrezygnowała główna księgowa.

-I zauważyłam jak na drugiej zmianie ,ta młoda pakowaczka Dorota, rozmawia z młodszym technikiem Pawłem…

-Paweł to ten z kucykiem czy ten blondyn?- chciała uściślić główna księgowa.

-Ten z kucykiem- powiedziała rozpędzona kierowniczka – a potem widziałam, jak podczas przerwy wyszli razem na papierosa i nie było ich 15 minut!

-Bo tyle trwa przerwa – powiedziała główna księgowa – ale ja w dalszym ciągu nie widzę powodu ,żeby z tym iść do dyrektora…

-Bo nie widziałaś co się wczoraj stało!- zawołała histerycznie kierowniczka działu pakowaczek – a ja muszę dbać o morale zespołu!

-No to słucham!-

-Bo wczoraj ,jak mijali się w drzwiach to on jej położył rękę na ramieniu! -wyrzuciła z siebie triumfalnie kierowniczka.

-Matko kochana!- załamała się główna księgowa – i co według ciebie to znaczy?!

-Ze oni mają romans! -zapiała kierowniczka.

Główną księgową zatkało. Spodziewała się różnych rzeczy, ale nie tego!

-Tereniu, ale dlaczego ty się wtrącasz w prywatne sprawy!

-Jakie prywatne! przecież  to się dzieje na terenie firmy, a ja nie mogę na to pozwolić!- zaperzyła się kierowniczka działu pakowaczek.

-Ale to są dorośli ludzie! więc nie wiem czemu tak dbasz o ich cnotę!

-Ale ona ma męża a on żonę! i to jest nie moralne !i ja żądam żebyś poszła ze mną do dyrektora w tej sprawie!

-Ja muszę to sobie przemyśleć i dam ci znać, a teraz wracaj do pracy, bo ja też mam tu coś do zrobienia-powiedziała główna księgowa i wypchnęła kierowniczkę z pokoju.

-i co ja mam teraz z tym zrobić?- zastanawiała się główna księgowa-poleci do dyrektora i narobi rabanu!

Pukanie do drzwi otrzeźwiło główną księgową.

-Proszę- zawołała.

W drzwiach stanął młodszy technik Paweł we własnej osobie.

-Przepraszam, ale zgłaszała Pani ze tu któreś kontakt nie działa…- uśmiechnął się miło.

-A tak…- zakręciła się główna księgowa-to chyba tamten…

-Zaraz to załatwimy –powiedział technik Paweł  i zajął się naprawianiem.

-A co tam –pomyślała główna księgowa –spróbuje się czegoś dowiedzieć i zagaiła:

-Panie Pawle a Pan to jest żonaty?

-Tak –rozpromienił się Paweł- i właśnie czekamy na urodziny naszego maluszka!

-O,to świetnie! a kiedy to będzie? -zainteresowała się Głowna księgowa.

- No jeszcze jakieś 12 tygodni, ale udało mi się już załatwić świetną położną-siostra Dorotki z działu pakowaczek jest położną u nas w szpitalu i zgodziła się prowadzić poród żony.

-To świetnie! bardzo się cieszę, niech Pan da znać jak się maluszek urodzi!- powiedziała główna księgowa.

-Pewnie!- powiedział technik Paweł – i już naprawione.

-Bardzo dziękuję Panie Pawle, nawet Pan nie wie jak mi Pan pomógł-uśmiechnęła się Głowna księgowa.

-Tak…- pomyślała główna księgowa-i tak to co wydawało się romansem okazało się już rozwiązaniem.

Tylko jak to pani kierowniczce powiedzieć?

 

Dla tych co się jeszcze nie zorientowali –IMIONA ZOSTAŁY ZMIENIONE  ;)

 

ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE

Z okazji Świąt Wielkanocnych:
miłości- która jest ważniejsza od wszelkich dóbr,
zdrowia – które pozwala przetrwać najgorsze.
Pracy – która pomaga żyć.
Uśmiechów bliskich i nieznajomych – które pozwalają lżej oddychać
i szczęścia, które niejednokrotnie ocala nam życie.

BATMAN W KRAKOWSKIM SZPITALU

Kiedy na odział SOR-u w jednym z krakowskich szpitali, przywieźli mężczyznę ubranego w obcisły, lateksowy  kombinezon Batmana, doktor K. pomyślała,  że już nic ją chyba nie zdziwi.

Mężczyzna był nieprzytomny. Po zdjęciu maski z charakterystycznymi uszkami ,okazało się, że ma rozbitą głowę, a z rany sączy się krew. Doktor K. pomimo uśmiechów na twarzach współpracowników, rozpoczęła procedurę oględzin chorego.

„Batman” na szpitalnym łóżku to właściwie koniec historii, która zaczęła się w mieszkaniu na osiedlu Ruczaj.

W godzinach przedpołudniowych, do mieszkania nr 56, na ostatnim piętrze bloku, zadzwoniła seksowna blondynka w płaszczu do samej ziemi, a kiedy drzwi się otworzyły, wpadła wprost w ramiona Batmana. Już w przedpokoju zrzuciła płaszcz i oczom „Batmana” w całej krasie ukazała się Pastereczka o wydatnym biuście. Zachwytom nie było końca.

Kiedy zabawa doszła do apogeum, rozochocony „Batman” zerwał ubranie z Pastereczki i przy pomocy kajdanek przypiął ją do metalowego łóżka. Był bardzo skrupulatny – przykuł nie tylko ręce, ale też i nogi. Potem z niejakim trudem zaczął się wspinać na gdańską szafę stojącą naprzeciw łóżka. Niestety nie udało mu się dotrzeć na szczyt ,bo z wielkim hukiem walnął o parkiet.Nie poruszał się, pomimo że Pastereczka go wołała. Najpierw po cichu, żeby sąsiedzi nie usłyszeli, a potem ile pary w wydatnym biuście. Nic. Wszędzie panowała cisza. Batman w dalszym ciągu leżał na podłodze .Czy jeszcze żył, Pastereczka nie była wstanie sprawdzić ,bowiem kajdanki skutecznie jej to uniemożliwiały i  w dodatku zaczęło jej być zimno.

Krzyczała coraz głośniej ,aż w końcu ochrypła. Gdzieś około godziny15 usłyszała ruch na korytarzu, więc przyłożyła się mocniej i wydobyła z siebie okrzyk prawie indiański, wołając –POLICJA! RATUNKU!

Osoba za drzwiami okazała się na tyle wrażliwa na dźwięki, że wezwała straż pożarną i policję. Służba mundurowa przybyła pierwsza i przy pomocy donośnych wrzasków dowiedziała się od Pastereczki o zaistniałej sytuacji.

W wywarzeniu drzwi pomogli strażacy, a widok jaki ujrzeli był nie lada nagrodą. W międzyczasie przyjechało pogotowie, które już niestety ominął szałowy widok Pastereczki, bo ku żalowi ogółu, Pastereczka zażądała odpięcia jej kajdanek, po czym zniknęła w łazience, gdzie szybko założyła szlafrok. Policja i sanitariusz spisali podane przez Pastereczkę dane Batmana. Sanitariusz poinformował do którego szpitala Batman zostanie odwieziony, po czym wszyscy odjechali.

Cały personel szpitala przychodził zobaczyć niedoszłego Batmana, chociaż bez lateksowego ubranka nie robił już takiego wrażenia. Sanitariusz wszystkim opowiadał, jak im oko zbieleje ,jak zobaczą cycatą żonę Batmana.

Około godziny 21 lotem błyskawicy obiegła szpital wiadomość, że właśnie przyszła żona Batmana. Kto mógł pędził na oddział zobaczyć to cudo. Jednak ku zdziwieniu wszystkich przy łóżko już przytomnego Batmana, stała wysoka, czarnowłosa kobieta, odziana w lateksowy kombinezon, tak obcisły, że sprawiał wrażenie drugiej skóry. Wszyscy  mieli wrażenie że patrzą na  Morticie z rodziny Adamsów. Czarna dama pokiwała Batmanowi palcem zakończonym długim, czarnym szponem i powiedziała:

- I po co Ci to było? –

- Bo chociaż raz ,chciałem tak bardziej romantycznie, a ty ciągle te sabaty odstawiasz ! – pożalił się Batman.

I tak to brak romantyczności  w związku doprowadził do tragedii.

 

PAKA PO RAZ 29

„PAKA” PO RAZ 29

Byłam wczoraj na półfinałach PAKI .

Czy było śmiesznie? Czasami tak.

Nie będę tu opowiadać o nowych gwiazdach na firmamencie kabaretów,

Bo gusta są różne i o tym się nie dyskutuje.

Co mnie zaskoczyło?

Widownia, a raczej jej przedział wiekowy, zaczynając się od lat …6!

Tak, tak dobrze widzicie-lat 6!

Prowadzący konkurs wymyślili sobie że zamiast mówić do publiczności „szanowna” ,”droga” itd. będą używać ogólnej ksywy dla całej publiczności „Kubiślaku”. Sama ksywa wyszła z połączenia nazwiska z ksywą jednej osoby z publiczności. Natomiast publiczność musiała być czujna i w momencie użycia przez prowadzących ,jakiegoś innego określenia niż Kubiślak, miała wołać do prowadzącego „ty ciulu”. Może i śmieszne, kwestia gustu, w każdym razie ten okrzyk „ty ciulu” pojawiał się bardzo często. I siedziało przede mną dziewczątko lat ok.6,które ku radości rodziców również pełną piersią wołało „ty ciulu”!

Mam nadzieje ,że jak się dziewczątko kiedyś wkurzy, że matka lub ojciec nie kupili jej kolejnej zabawki, będzie wiedziało jakiego okrzyku należy użyć.

Gratuluję rodzicom wyobraźni!