Spacer – godz.3.05

1007353_spacer-we-mgleO 2.45 obudziło mnie popiskiwanie i jeszcze nie otworzyłam oczu a już wiedziałam, że nocny spacer z moim kudłatym przyjacielem raczej mnie nie ominie. Zresztą trudno się dziwić ,skoro większość poprzedniego dnia spędził na „kolonii” u babci. A jak wiadomo wszystkie babcie lubią dokarmiać ,głównie wnuki ale i psem nie pogardzą. Nie inaczej było z „Kudłatkiem” który przesiedział z babcia kilka godzin, głównie oglądając seriale i co chwile podjadając różne smakołyki. Moje apele do sumienia babci, jak zwykle nie zrobiły na niej żadnego wrażenia i oto mieliśmy efekt – pilna potrzeba spaceru !

Nie było wyjścia, popiskiwanie stało się donośniejsze , więc wyskoczyłam z łóżka, na piżamę nałożyłam dres i puchową kurtkę ( w końcu mamy jeszcze luty, chociaż  czasami mam co do tego wątpliwości) i truchtem opuściliśmy mieszkanie. ”Kudłatek” galopem wyleciał na trawnik, bo czas był już najwyższy.

Cisza jak panuje o 3 rano na krakowskim osiedlu jest czymś tak zaskakującym jak i świeże powietrze. Uśpione wszystkie okna, auta i nawet niektóre latarnie. To jest pora gdzie jedni imprezowicze wrócili już do domów ,a drudzy jeszcze nie nabrali sił do powrotu. Ogarnęło mnie takie dziwne uczucie jakbym była sama na tej ziemi. Cisza była taka kojąca ,że zaprosiłam „Kudłatka na mały spacer wkoło sąsiednich bloków. Bardzo się ucieszył i radośnie machając ogonem ruszył za mną ,ale zaraz się zatrzymał przy stercie kamieni bo widocznie jakiś kumpel zostawił dla niego „smsa”. Szłam powoli delektując się ciszą ,kiedy usłyszałam za sobą stukot obcasów. Odwróciłam się gwałtownie, ale nie zobaczyłam w  pobliżu żadnej postaci. Znowu zapanowała cisza, i tylko „Kudłatek” przebiegł koło mnie po trawniku.

- Wydawało ci się – powiedziałam sobie – uszy robią ci kawały.

I znowu ruszyłam na ten krótki spacer, ale jednak już w kierunku własnego bloku. Zagwizdałam na „Kudłatka” który gdzieś za mną  buszował pod drzewem. Kiedy przechodziłam przez jezdnię znowu usłyszałam ten stukot butów ,ale taki dziwny jakby ktoś kulał albo skakał na jednej nodze, a co najgorsze zbliżał się do mnie w szybkim tempie. Znowu odwróciłam się gwałtownie, rozglądając się na wszystkie strony, ale zauważyłam tylko „Kudłatka’ ,który biegł  w moim kierunku. Ledwo do mnie dotarł, a odgłos kroków ucichł ,tak jakby się ktoś przestraszył nadbiegającego psa. Postałam chwilę lustrując okolice, ale dalej było cicho i spokojnie.

-Idziemy do domu – powiedziałam do psa, a on spokojnie obwąchiwał krzaki.

Cała spięta ruszyłam w kierunku domu i dopiero po chwili usłyszałam ten stukot. Znowu się do mnie zbliżał, ale coraz szybciej ! Przyspieszyłam kroku ,ale stukot mnie doganiał! Już był zaraz za mną ! Zaraz mnie dopadnie !

I wtedy minął mnie „Kudłatek” i  zobaczyłam ,że kuleje na tylna łapę. Kiedy się zatrzymał- stukot ucichł. Schyliłam się do tej kulejącej łapy i wtedy dopiero zobaczyłam że między „poduszkami” na tylnej łapie ugrzązł nieduży kamyk.

- A !to Ty mnie tak straszysz! – powiedziałam do „Kudłatka” ,a on tylko pomachał ogonem -a  na drugi raz nie ubieraj szpilek, bo strasznie się tłuczesz !

I znowu zapadła ta cudowna cisza.

220px-A_cat's_paw

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.