ŚWIĘTOWANIE MOCNO RODZINNE

Roman zawsze twierdził że on dlatego tak bardzo lubi święta ,bo może przebywać  w tym czasie z rodziną i kolędować.

24.12

Wigilia przebiegła pod znakiem białego wina, które Roman uważa za niegodne jego podniebienia. Prosto od wigilijnego stołu we własnym domu pogalopował do swojej mamusi, gdzie białe wino na szczęście było tylko w pobliskim sklepie. Na Pasterkę Roman poszedł z bratem i jakimś sąsiadem którego imienia za cholerę nie mógł sobie przypomnieć. Na Pasterce było mnóstwo ludzi których znał, więc kiedy został razem z bratem zaproszony przez wysokiego blondyna na kolędowanie oczywiście wyraził zgodę. Gdzie byli  przez całą noc ,aż do 7 rano trudno było ustalić, bo okazało się ,że brat Romana tego blondyna widział po raz pierwszy w życiu, a Roman zaklinał się ,że go znał ,ale nie wiedział jak się nazywa. Gdzie ten blondyn mieszka też trudno było ustalić, bo Roman mówił o ulicy Jodłowej ,a brat Romana twierdził ,że byli na Świerkowej. Całe szczęście ,że jednak trafili do domu, co prawda mamusi, ale zawsze.

25.12

Już o 14 Roman był na chodzie, bo to kolędowanie na ul. Leśnej strasznie go zmęczyło. Mamusia patrzyła na nich z wyrzutem, ale nic nie mówiła, więc chyba jednak dobrze że właśnie do niej trafili, bo nie wiadomo czy żony byłby również takie wyrozumiałe.Dorota przyjechała o 15 ,ale zamknęła się z mamusią w kuchni.Jakoś nie chciała słuchać o tym blondynie co mieszka na Modrzewiowej. O 16 przyjechał drugi brat Romana. Szkoda , że przyjechał z żoną, ale w końcu to święta i należy je spędzać z rodziną, więc bratową Roman wysłał do kuchni ,żeby pomogła w przygotowaniach do kolacji. O 23 Dorota ,żona Romana wyraziła chęć powrotu do domu, czym wywołała oburzenie u wszystkich zebranych braci. Ponieważ po trzecim wezwaniu Romana do wyjazdu, brak było reakcji ze strony wzywanego, Dorota ubrała kurtkę i poszła do samochodu. Wywołało to radość wśród braci, którzy mieli zamiar kolędować do rana. Niestety zamiar ten się nie powiódł ,bo wkroczyła mamusia i wygoniła ich do swoich domów. Widocznie miała dość kolędowania.

26.12

Brat Romana zadzwonił koło 12 z zapytaniem czy nie wpadli by im pomóc w zjedzeniu nadmiaru wiejskiej kiełbasy ,którą przywiózł teść. Dorota nie wyraziła ochoty na wiejską kiełbasę, więc Roman postanowił sam wspomóc brata w niedoli. Już o 23 pojawił się ponownie, ale nie bardzo z własnej woli, bo został odwieziony przez bratową.Roman zawsze o niej  mówił ,że jej słoń nadepnął na ucho.

27.12

Już od rana ( czytaj – 12 godzina) Roman bardzo żałował , że święta się skończyły , bo wreszcie mógł się nacieszyć rodziną.

- Szkoda tylko ,że rodzina nie nacieszyła się Tobą – zauważyła Dorota.

- To już nie moja wina- obruszył się Roman- trzeba umieć kolędować, żeby dobrze świętować !

Dla wszystkich ” Dorot” 

61626_zoom

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.