Agar – psi indywidualista

polskion

Pierwszy w naszej „psiej sadze” był Agar. I to dosłownie pierwszy, bo moja mama wzięła go ze schroniska za nim ja pojawiłam się na tym świecie. Nie wiem czy Agar był psem rasowym, ale wyglądał dokładnie jak owczarek polski nizinny – kupa futra na czterech łapach. Gdy stał i nie ruszał się trudno było rozróżnić gdzie jest głowa, a gdzie ogon. Agar od samego początku pokazał moje mamie ,że ma własne zdanie odnośnie kierunku w jakim należy udać się na spacer- zawsze wybierał przeciwny niż ten w którym zamierzała się udać moja mama. Pies siadał na chodniku i żadna siła nie była w stanie go zmusić żeby się ruszył. Po kilku takich przedstawieniach moja mama opracowała prosty sposób, żeby wykiwać Agara. Zaraz po wyjściu z posesji moja mama skręcała w przeciwną stronę niż tak naprawdę zamierzała się udać. Pies nigdy nie zawiódł- zawsze szedł w przeciwną stronę czyli w tą w którą tak naprawdę chciała się udać moja mama. Pies bardzo lubił długie spacery, natomiast nie lubił czekania przed sklepem i wtedy samodzielnie wybierał się na spacer. Zawsze wracał ,ale obawa ,że potrąci go samochód, zmuszała moją mamę do przywiązywania go gdzieś koło sklepu. Psina traktowała to, jako obrazę i brak zaufania i przez parę godzin po takim incydencie udawała całkowitą głuchotę. Wydawałoby się ,że pies ze schroniska nie będzie wybrzydzał przy jedzeniu. Agar był bardzo wybredny. Bardzo nie lubił jarzyny w kaszy i skrupulatnie ją wyciągał z miski i układał wkoło we wzorek. Bywało, że całe jedzenie psu nie smakowało , o czym zawiadamiał swoją panią w ten sposób ,że przynosił wycieraczkę i nakrywał nią miskę. Wiadomo było , że jedzenie można od razu wyrzucić bo i tak go nie tknie. Mama usiłowała go jakoś zachęcić do jedzenia. W tym celu wtykała jakieś lepsze kąski do miski, ale pies był uparty i jak uznał, że nie zjadliwe to nawet kawał kiełbasy nie był w stanie go do tego przekonać. Również wystawianie miski na balkon ,żeby okoliczne bezpańskie koty mogły z niej skorzystać nie przyniosło oczekiwanego efektu. Pies pieklił się za szybą, wypuszczony na balkon przeganiał koty ,a jedzenia i tak nie ruszył. Każdy kto patrzył na Agara myślał, że to wielki, gruby pies, a dopiero w kąpieli widać było ,że to same kości i wielka kupa futra.polski-owczarek-nizinny2035
Kiedy urodziłam się ja, rodzice mieli obawy jak zachowa się pies, ale on tylko mnie powąchał i odszedł na swoje legowisko. Heca zaczęła się wtedy kiedy ja zaczęłam cicho popłakiwać, a Agar wył na cały głos.I odtąd już tak było że pies zawsze był blisko mnie. Sygnalizował mojej mamie ,że coś się dzieje. Pilnował mnie w kąpieli, przy jedzeniu. Kiedy szliśmy na spacer zawsze był koło mojego wózka. Gdy mama szła do sklepu i zostawiała wózek przed sklepem ( tak kiedyś było i nikogo to nie dziwiło) pies siedział pod wózkiem i warczał na każdego kto się tylko zbliżył. Prawdziwą sztamę zaczęliśmy trzymać kiedy zaczęłam już raczkować. Wtedy okazało się ,że stanowimy świetny duet przy wyłudzaniu różnych smakołyków.Ja mówiłam „daj” ,ugryzłam ze dwa razy, a potem pies wyciągał delikatnie smakołyk z mojej ręki. No to ja znowu „daj” i tak dalej. Jak dorośli byli mocno zajęci udawało się nam to podobno parę razy. Cała moja rodzina zgodnie potwierdziła tą historię wiec myślę, że jest prawdziwa – jak miałam trzy miesiące i zmienialiśmy mieszkanie, wszystkie spakowane rzeczy leżały koło tapczanu na którym leżał opatulony „tułubek” czyli ja oraz pies. Kiedy zniknęła ostatnia walizka, ,pies uznał ,że chyba o nas zapomnieli i złapał mnie za powijaki i zaczął ściągać z tapczanu. Na to oczywiście weszła mama i zaczęła na niego krzyczeć ,więc pies położył zawiniątko ,ale nie chciał zejść z tapczanu dopóki mama nie wzięła mnie na ręce.
Agar kochał wodę, a szczególnie kamieniste rzeki. Każdy wyjazd nad Rabę kończył się tym, że po naszym odjeździe na brzegu zostawała sterta kamieni. To było dzieło Agara, który przez cały dzień nurkował i wyciągał kamienie z dna rzeki. I chociaż cały brzeg wypełniony był kamieniami, jego fascynowały tylko te które leżały na samym dnie i to im większe tym lepsze.
Kiedy byłam już starsza, chodziłam z moim tatą na spacery bo Polanie Żywieckiej. Teraz tam wszystko zabudowali, ale kiedyś to była wielka ,podmokła łąka na której okoliczni mieszkańcy wypasali krowy i owce.Tam właśnie podczas któregoś ze spacerów Agar pokazał nam, że jest owczarkiem, bo kiedy tylko zobaczył rozproszone stado krów i owiec, zaczął je zaganiać w jedno miejsce. Poszczekiwał przy tym radośnie i skubał krowy po nogach. Patrzyliśmy z podziwem na naszego „futrzaka” ,że tak dobrze sobie radzi, kiedy z pobliskiego domu wyleciał facet i wywijając jakąś szmatą , zbliżał się do nas w szybkim tempie. Wyglądał dość groźnie więc tata zawołał psa i zaczęliśmy się oddalać. A facet za nami , pokrzykując coś cały czas. Kiedy nas dogonił, stanął przed tatą i powiedział – Panie, sprzedaj mi Pan tego psa. Przecież on całą robotę za mnie odwalił! Oczywiście ,że psa nie sprzedaliśmy , chociaż facet dawał za niego 500 zł ,co podobno w tamtych czasach było bardzo wysoką ceną.
Tam również na tej łące , podczas kolejnego spaceru , jakaś wielka sowa, usiłowała nam porwać psa. Pewnie myślała że to owieczka ,ale kiedy zawisła tuż nad psem ,zorientowała się ,że to pomyłka. Agar niczego nie zauważył, bo akurat zajęty był tropieniem zająca.
Kiedy byłam już nastolatką , Agar był powiernikiem moich sekretów, a kiedy było mi smutno, siedział koło mnie na dywanie i ze spokojem zlizywał moje łzy.
Dożył 18 lat i był jedyny i nie powtarzalny.

images

 

Psia saga- nowe felietony z ogonem w tle

01 listopada to dzień kiedy wspomina się najbliższych, którzy odeszli.W moim życiu wśród tych najbliższych byli również czworonożni przyjaciele i dlatego postanowiłam o nich napisać.Nie będzie to epitafium,tylko wspomnienia z ogonem w tle.

Zapraszam do nowego cyklu – PSIA SAGApiesek

Już od poniedziałku historia psa indywidualisty i fanatyka nurkowania – zapraszam :)

W kolejce do kasy urzędu skarbowego

- No widział Pan ta po lewej całkiem, całkiem…bo po tej po prawej to widać, że niezła zołza.

- A po czym Pan wnioskuje?

- Bo nieurodziwa! Panie te nie urodziwe to takie zołzy, bo żaden chłop je nie chce – to dlatego!

- A te ładne lepsze?

- Też nie! bo najpierw takie miłe a potem wycyckają Pana z kasy. Ja  to znam!

- Znaczy żadna Panu nie pasuje?

- No jakbym miał wybierać to ta po lewej , lubię Panie ładne rzeczy koło siebie.

- Aha

Na to wtrąciła się blondynka stojąca za obydwoma panami.

- A przepraszam bardzo kiedy Pan ostatnio patrzył do lustra? Lowelas się znalazł! Bojler piwny, bo nawet brzuchem ciężko to nazwać, uśmiech co drugi wystąp, koszula ostatniej świeżości i białe skarpetki do sandałów !

Zapadła cisza…

- No i tu się Pana teoria nie sprawdza – ładna ,a niezła zołza !

WIOSNA 2016 – czym mnie zaskoczyła

No na pewno była to temperatura, z początku prawie letnia ,ale potem nie było już tak kolorowo. Za to niektóre rośliny na działce wprawiły mnie w zachwyt ,a niektóre baaaardzo zadziwiły ,bo nawet nie spodziewałam się że je mam !.

Tak np. było z jaskrem, który jak było cieplej ginął pod obwitą funkią. A tu proszę ! liście trochę wolniej się rozwijały i jaskier w całej okazałości.

20160430_133452.jak-zmniejszyc-fotke_pl

W tym roku również niezapominajki zrobiły mi niespodziankę, bo oprócz standardowego „niebieskiego oczka” były również śnieżnobiałe i różowe,a nawet fioletowe !

20160430_133636.jak-zmniejszyc-fotke_pl

W pełniej krasie ukazały się również kwiaty serduszki okazałej. Zawsze było pełno liści, a w tym roku piękne kiście kwiatów. Niesamowity jest ten kształt stworzony przez naturę.

20160430_133510.jak-zmniejszyc-fotke_pl20160430_133505.jak-zmniejszyc-fotke_pl

Rozchodnik przybrał wyjątkową , czerwoną barwę.

20160430_133424.jak-zmniejszyc-fotke_pl

A krzak pigwowca wyczarował piękne, czerwone kwiaty.

20160430_133536.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 

Była również jedna strata, niestety. Po posadzonej ostróżce w kolorze ciemnego fioletu została tylko etykietka… ślimaki już zaczęły działać.I jak co roku znowu zaczynam walkę ze ślimakami !

 

 

Spacer – godz.3.05

1007353_spacer-we-mgleO 2.45 obudziło mnie popiskiwanie i jeszcze nie otworzyłam oczu a już wiedziałam, że nocny spacer z moim kudłatym przyjacielem raczej mnie nie ominie. Zresztą trudno się dziwić ,skoro większość poprzedniego dnia spędził na „kolonii” u babci. A jak wiadomo wszystkie babcie lubią dokarmiać ,głównie wnuki ale i psem nie pogardzą. Nie inaczej było z „Kudłatkiem” który przesiedział z babcia kilka godzin, głównie oglądając seriale i co chwile podjadając różne smakołyki. Moje apele do sumienia babci, jak zwykle nie zrobiły na niej żadnego wrażenia i oto mieliśmy efekt – pilna potrzeba spaceru !

Nie było wyjścia, popiskiwanie stało się donośniejsze , więc wyskoczyłam z łóżka, na piżamę nałożyłam dres i puchową kurtkę ( w końcu mamy jeszcze luty, chociaż  czasami mam co do tego wątpliwości) i truchtem opuściliśmy mieszkanie. ”Kudłatek” galopem wyleciał na trawnik, bo czas był już najwyższy.

Cisza jak panuje o 3 rano na krakowskim osiedlu jest czymś tak zaskakującym jak i świeże powietrze. Uśpione wszystkie okna, auta i nawet niektóre latarnie. To jest pora gdzie jedni imprezowicze wrócili już do domów ,a drudzy jeszcze nie nabrali sił do powrotu. Ogarnęło mnie takie dziwne uczucie jakbym była sama na tej ziemi. Cisza była taka kojąca ,że zaprosiłam „Kudłatka na mały spacer wkoło sąsiednich bloków. Bardzo się ucieszył i radośnie machając ogonem ruszył za mną ,ale zaraz się zatrzymał przy stercie kamieni bo widocznie jakiś kumpel zostawił dla niego „smsa”. Szłam powoli delektując się ciszą ,kiedy usłyszałam za sobą stukot obcasów. Odwróciłam się gwałtownie, ale nie zobaczyłam w  pobliżu żadnej postaci. Znowu zapanowała cisza, i tylko „Kudłatek” przebiegł koło mnie po trawniku.

- Wydawało ci się – powiedziałam sobie – uszy robią ci kawały.

I znowu ruszyłam na ten krótki spacer, ale jednak już w kierunku własnego bloku. Zagwizdałam na „Kudłatka” który gdzieś za mną  buszował pod drzewem. Kiedy przechodziłam przez jezdnię znowu usłyszałam ten stukot butów ,ale taki dziwny jakby ktoś kulał albo skakał na jednej nodze, a co najgorsze zbliżał się do mnie w szybkim tempie. Znowu odwróciłam się gwałtownie, rozglądając się na wszystkie strony, ale zauważyłam tylko „Kudłatka’ ,który biegł  w moim kierunku. Ledwo do mnie dotarł, a odgłos kroków ucichł ,tak jakby się ktoś przestraszył nadbiegającego psa. Postałam chwilę lustrując okolice, ale dalej było cicho i spokojnie.

-Idziemy do domu – powiedziałam do psa, a on spokojnie obwąchiwał krzaki.

Cała spięta ruszyłam w kierunku domu i dopiero po chwili usłyszałam ten stukot. Znowu się do mnie zbliżał, ale coraz szybciej ! Przyspieszyłam kroku ,ale stukot mnie doganiał! Już był zaraz za mną ! Zaraz mnie dopadnie !

I wtedy minął mnie „Kudłatek” i  zobaczyłam ,że kuleje na tylna łapę. Kiedy się zatrzymał- stukot ucichł. Schyliłam się do tej kulejącej łapy i wtedy dopiero zobaczyłam że między „poduszkami” na tylnej łapie ugrzązł nieduży kamyk.

- A !to Ty mnie tak straszysz! – powiedziałam do „Kudłatka” ,a on tylko pomachał ogonem -a  na drugi raz nie ubieraj szpilek, bo strasznie się tłuczesz !

I znowu zapadła ta cudowna cisza.

220px-A_cat's_paw

ŚWIĘTOWANIE MOCNO RODZINNE

Roman zawsze twierdził że on dlatego tak bardzo lubi święta ,bo może przebywać  w tym czasie z rodziną i kolędować.

24.12

Wigilia przebiegła pod znakiem białego wina, które Roman uważa za niegodne jego podniebienia. Prosto od wigilijnego stołu we własnym domu pogalopował do swojej mamusi, gdzie białe wino na szczęście było tylko w pobliskim sklepie. Na Pasterkę Roman poszedł z bratem i jakimś sąsiadem którego imienia za cholerę nie mógł sobie przypomnieć. Na Pasterce było mnóstwo ludzi których znał, więc kiedy został razem z bratem zaproszony przez wysokiego blondyna na kolędowanie oczywiście wyraził zgodę. Gdzie byli  przez całą noc ,aż do 7 rano trudno było ustalić, bo okazało się ,że brat Romana tego blondyna widział po raz pierwszy w życiu, a Roman zaklinał się ,że go znał ,ale nie wiedział jak się nazywa. Gdzie ten blondyn mieszka też trudno było ustalić, bo Roman mówił o ulicy Jodłowej ,a brat Romana twierdził ,że byli na Świerkowej. Całe szczęście ,że jednak trafili do domu, co prawda mamusi, ale zawsze.

25.12

Już o 14 Roman był na chodzie, bo to kolędowanie na ul. Leśnej strasznie go zmęczyło. Mamusia patrzyła na nich z wyrzutem, ale nic nie mówiła, więc chyba jednak dobrze że właśnie do niej trafili, bo nie wiadomo czy żony byłby również takie wyrozumiałe.Dorota przyjechała o 15 ,ale zamknęła się z mamusią w kuchni.Jakoś nie chciała słuchać o tym blondynie co mieszka na Modrzewiowej. O 16 przyjechał drugi brat Romana. Szkoda , że przyjechał z żoną, ale w końcu to święta i należy je spędzać z rodziną, więc bratową Roman wysłał do kuchni ,żeby pomogła w przygotowaniach do kolacji. O 23 Dorota ,żona Romana wyraziła chęć powrotu do domu, czym wywołała oburzenie u wszystkich zebranych braci. Ponieważ po trzecim wezwaniu Romana do wyjazdu, brak było reakcji ze strony wzywanego, Dorota ubrała kurtkę i poszła do samochodu. Wywołało to radość wśród braci, którzy mieli zamiar kolędować do rana. Niestety zamiar ten się nie powiódł ,bo wkroczyła mamusia i wygoniła ich do swoich domów. Widocznie miała dość kolędowania.

26.12

Brat Romana zadzwonił koło 12 z zapytaniem czy nie wpadli by im pomóc w zjedzeniu nadmiaru wiejskiej kiełbasy ,którą przywiózł teść. Dorota nie wyraziła ochoty na wiejską kiełbasę, więc Roman postanowił sam wspomóc brata w niedoli. Już o 23 pojawił się ponownie, ale nie bardzo z własnej woli, bo został odwieziony przez bratową.Roman zawsze o niej  mówił ,że jej słoń nadepnął na ucho.

27.12

Już od rana ( czytaj – 12 godzina) Roman bardzo żałował , że święta się skończyły , bo wreszcie mógł się nacieszyć rodziną.

- Szkoda tylko ,że rodzina nie nacieszyła się Tobą – zauważyła Dorota.

- To już nie moja wina- obruszył się Roman- trzeba umieć kolędować, żeby dobrze świętować !

Dla wszystkich ” Dorot” 

61626_zoom

Zamiast życzeń

Dawna wigilia

Przyszła mi na wigilię zziębnięta głuchociemna
z gwiazdą jak z jasną twarzą – wigilia przedwojenna
z domem co został jeszcze na cienkiej fotografii
z sercem co nigdy umrzeć porządnie nie potrafi
z niemądrym bardzo piórem skrobiącym w kałamarzu
z przedpotopowym świętym z Piłsudskim w kalendarzu
z mamusią co od nieszczęść zasłonić chciała łzami
podając barszcz czerwony co śmieszył nas uszkami
z lampką z czajnikiem starym wydartym chyba niebu
z całą rodziną jeszcze to znaczy sprzed pogrzebów
Nad stołem mym samotnym zwiesiła czułą głowę
Nad wszystkie figi z makiem – dziś już posoborowe 

Przyszła usiadła sobie. Jak żołnierz pomilczała
Jezusa z klasy pierwszej z opłatkiem mi podała

ksiądz Jan Twardowski

oplatek

Jeśli nie chcesz mojej zguby,nie pisz smsów luby

- No jak tam było w pracy? – zapytała Dorota wchodzącego do domu Romana.

- Straszna afera była! – powiedział Roman wchodząc do kuchni.

- Jaka afera?- zapytała Dorota znad misy pełnej ciasta.

- Śliwiński odkrył ,że żona go zdradza! Wyobrażasz sobie ?! – opowiadał podekscytowany Roman.

- A jak odkrył? – zainteresowała się Dorota.

- No jak !przeczytał smsa w jej telefonie ! i tak się wkurzył ,że rano przyleciał do starego, wziął sobie urlop i poleciał czatować na tego jej kochasia!

- Aha…a skąd wiedział gdzie czatować?- zdziwiła się Dorota

- Bo ten palant napisał w smsie – „Zrobimy to znowu?będę jutro czekać pod Twoją pracą.Całuję Cię w blond loczek” – no wyobrażasz sobie! A wyglądała na taką porządną babkę!

- No ja przecież znam żonę Śliwińskiego! Jakoś nie pasuje mi …a poza tym ona jest brunetką! Może to jakaś pomyłka?- zastanawiała się Dorota mieszając ciasto drożdżowe.

- To ona też tak mówiła, ale co miała mówić? Przyznać się?- opowiadał Roman- chyba dostałaś smsa – zauważył Roman.

- A to odbierz, bo pewnie mamusia chce wiedzieć o której pojedziemy do hipermarketu – machnęła Dorota ręką umazaną ciastem.

Do kuchni wszedł blady jak ściana Roman, ściskając  w ręce komórkę Doroty.

- I co tam?- zainteresowała się Dorota

-Dostałaś sms- powiedział Roman .

-No to przeczytaj, bo mam brudne ręce –powiedziała Dorota.

- Powtórka z ostatniej nocy? czekam na parkingu – przeczytał Roman głuchym głosem.

- A to pewnie jakaś pomyłka – machnęła ręką Dorota- napisz ,że to chyba pomyłka i tyle.

-Dorota!Ty mnie zdradzasz!?- wrzasnął Roman

- Wiesz co na głowę upadłeś!-wkurzyła się Dorota – napisz tego smsa albo oddzwoń i przekonaj się ,że to jakaś głupia pomyłka!

-Tak? Śliwińska też tak mówiła! No to zobaczymy !zaraz napiszę smsa!

-No i co wysłałeś? – zapytała Dorota po chwili .

-O! widzisz! Kochaś oddzwania- zaperzył się Roman, kiedy komórka Doroty zaczęła dzwonić.

-No to odbierz-powiedziała spokojnie Dorota- tylko wrzuć na głośno mówiący.

- Słucham! –powiedział Roman grubym głosem.

„No co Ty ku… jaja sobie ze mnie  robisz?!- wrzeszczał damski głos w słuchawce -wczoraj to byłeś taki napalony że Ci nawet lewarek nie przeszkadzał a dzisiaj to POMYŁKA?! Ty ch…. ,……., ……………., ……………………….,…………………” – Roman szybko wyłączył telefon.

-No no Roman… z tej strony to Cię nie znałam…może przejdziemy się na parking…- zapytała Dorota .

-Dorotka! No co ty! To jakaś POMYŁKA! 

roman

CENTUŚ W PODRÓŻY czyli Wrocław w 5 dni

Od zawsze moim marzeniem było zobaczyć zamek Książ, więc kiedy udało mi się już znaleźć czas żeby wybrać w tamte strony powstał również pomysł, aby odwiedzić również Wrocław.

Plan wycieczki obejmował: sztolnie walimskie, Szczawno-Zdrój, zamek Książ, Wrocław oraz w drodze powrotnej zamek Moszna.

 Panorama Racławicka

240px-RotundaPanoramyRaclawickiej

Obsługa i podejście do zwiedzających jak za czasów PRL-u. Po zapłaceniu 25 zł za bilet, o  określonej godzinie pani z obsługi zaczyna przemowę, jak to należy się zachowywać w czasie oglądania panoramy, ostrzega przed kolizją w tunelu z inną wycieczką i ciemnym korytarzem prowadzi na platformę skąd można podziwiać panoramę. Po dotarciu na platformę rozdają elektroniczne przewodniki, w językach innych niż polski ,a potem głos z głośnika opowiada co widać na kolejnych fragmentach obrazu. I wszystko super tylko cała ta impreza trwa zaledwie 20 minut, po których to pani z obsługi wygania wszystkich zwiedzających do tunelu i koniec pokazu. W tunelu minęliśmy kolejną turę zwiedzających. A gdzie czas na kontemplacje obrazu? przecież tam jest tyle szczegółów, tyle ważnych obrazów i symboli ,a my trzask prask i do widzenia. Całe szczęście, że nie legitymują przed wejściem…

W mojej ocenie z 10 pkt. Zaledwie 3.

 Sky Towersky

Po zwiedzaniu naziemnym Wrocławia, warto zobaczyć go z góry. Świetnie do tego nadaje się Sky Tower.

Za wyjazd windą na te 50 piętro trzeba zapłacić jedyne 11 zł. I znowu to samo – wyjazd, 10 min oglądania i pan ochroniarz zagania wszystkich do windy. Kto zna Wrocław, szybko zorientuje się gdzie co jest, a taki przyjezdny to omiecie wzrokiem i zanim zlokalizuje nawet stare miasto to już go przeganiają do windy.

Najdroższa winda w Polsce – w skali ocen z 10 pkt.daję 4.

 Archikatedra św.Jana Chrzciciela – Ostrów Tumski – Wieża Widokowa

4818887_archikatedra-sw-jana-chrzciciela-we-wroclawiu

Katedra znana ze wszystkich pocztówek z Wrocławia, sama w sobie stanowi ważny punkt dla zwiedzającego ,ale dodatkowa atrakcja jaką jest wjazd windą na wieżę widokową katedry za jedyne 5 zł to jest  coś czego nie należy przeoczyć. Nie dość, że tanio to jeszcze wygodnie, a widok zapiera dech w piersiach. Samo dojście do windy jest nie lada atrakcją , bo nie dość ,że trzeba krętymi schodami wejść na wysokość drugiego piętra, to jeszcze kręte korytarze i przejścia powodują, że traci się orientacje. Jednak samo dojście do windy jest bardzo dobrze oznaczone i kiedy wreszcie człowiek stanie nad dachami Wrocławia, ma takie wrażenie, że wydostał się gdzieś z głębi ziemi.

W skali  ocen z 10 pkt – daję aż 8.

 ZOO to nie zawsze to samo

Na zwiedzanie wrocławskiego  ZOO przeznaczyłam prawie cały dzień i nie zawiodłam się – było co oglądać, a pomimo tego ,że bilet normalny kosztuje 40 zł to sam pobyt w Afrykarium jest wart dużo więcej ! Nie można również przeoczyć motylarni czy „gadziarni” , również pobyt u zwierząt z Madagaskaru robi niesamowite wrażenie.

W skali ocen z 10 pkt – daje całe 10!

zo5 zo1 zo2 zo3 zo4

 Hala Stulecia

hala

Nie ukrywam ,że poszłam zobaczyć bo była naprzeciw ZOO. Ot taki wielki nowoczesny budynek wystawowy. I to był błąd , bo najpierw trzeba było poczytać o tym niesamowitym miejscu a potem dopiero oglądać ! Hale o kopule liczącej 65 metrów rozpiętości zaczęto budować od maja 1911 roku i jej budowę zakończono w 14 miesięcy ! Niezłe tempo nawet jak  na dzisiejsze czasy – zaciekawieni? Zapraszam na stronę WWW.halastulecia.pl.

Dodatkową atrakcja hali jest słynna już Fontanna Multimedialna –połączenie muzyki i dużej ilości wody.

W skali ocen z 10 pkt.- rzetelne 8 jak nic !

 Zamek Książ

k6 k1

Zwiedzanie tego zamku ma tylko sens z przewodnikiem. Jeśli jeszcze trafi się na taka panią przewodnik jak ja, która oczarowała mnie tak bardzo  swoją opowieścią , że postanowiłam przeczytać pamiętniki byłej właścicielki zamku Książ – księżnej Daisy. Sam zamek zrobił na mnie  największe wrażenie kiedy oglądałam go z oddali, z punktu widokowego. Tak naprawdę w środku to robi jedynie wrażenie sala Maksymiliana, bo reszta niestety w tym koszmarnym neoklasycyzmie który uwielbiał Hitler. Nigdy tam nie był, ale na wiadomość o możliwym jego przyjeździe, organizacja paramilitarna Todt zniszczyła prawie wszystko co się tylko dało. Smutne wrażenie robią puste sale, bez cennych malowideł, ozdobnych stiuków czy starej wałbrzyskiej porcelany. Podziemia  które tak bardzo pobudzają wyobraźnie ,dla zwiedzających są niedostępne. Można zobaczyć tylko zasypaną klatę schodową jaką hitlerowcy wybudowali dla swojej wygody. Bilet normalny 45 zł obejmuje wszystko co zamek Książ oferuje – zwiedzanie z przewodnikiem, tarasy, podziemia, stajnie zamkowe oraz  palmiarnię. Warto – chociażby dla samego wejścia do Sali Maksymiliana, a za tą cenę mamy całodniową wycieczkę.

k2

Z 10 pkt.- daję 8 pkt. bo szkoda ,że to co najbardziej rozpala wyobraźnie zamknięte na cztery spusty.

k3k6k5k4palm4palm3palm2palm1

Sztolnie walimskie „ Riese”

sztolnie

Bilet normalny 14 zł, wejście jak do kopalni, kaski obowiązkowe.I niby nic takiego, bo sztolnie w litym kamieniu, ale dopiero przewodnik otwiera nam oczy na tragedię tego miejsca. Wszędzie szare, betonowe ściany, niesamowita wilgoć i odgłos dudniących kroków. Człowiek dostaje dreszczy a tu dodatkowe efekty specjalne, światło i dźwięk. Minutą ciszy uczcimy pamięć więźniów obozu Gross Rosen,którzy zginęli przy budowie tych sztolni.

Z 10 pkt – daję mocne 8 pkt.

 Zamek w Mosznie

moszna

Jeśli chcecie zobaczyć zamek prosto z filmu Disneya wybierzcie się do zamku w Mosznie. Nie udało mi się go zwiedzić ,bo zamek głównie nastawiony jest na imprezy weselne, a ilość panien w sukniach ślubnych śmigających wkoło zamku może doprowadzić do obłędu.Za samo wejście na teren pałacowo-parkowy jedyne 6 zł, zwiedzanie zamku to już dodatkowy wydatek 10 zł, a sesja zdjęciowa z zamkiem w tle jedyne 100 zł, za zdjęcia w środku tylko 300 zł. Jedna toaleta na parterze okupowana na okrągło przez byłe i przyszłe panny młode. No gdzieś te kiecki trzeba włożyć!

Z 10 pkt – daje jedynie 3 pkt. Żadnej magii – wszystko na sprzedaż.

zamek-moszna- 12 zamek-moszna-5

Babskie fatum

1083161707wymiekasz

Padło hasło –IDZIEMY DO KINA!

Wspólnymi siłami, po wielu przepychankach , bo jedne baby chciały romantycznie i żeby było do płakania, a inne chciały na wesoło,  najlepiej coś o tym nieudanym gatunku. No ale w końcu się udało i 6 bab wybrało się do kina.

Pierwsza

Odpadła , jeszcze zanim wyszła z domu , bo zadzwoniła córka ,że wnuczka ma 40 stopni i trzeba ją zawieść do szpitala.

Druga

Wsiadła do tramwaju , ale nie doczytała, że przez wakacyjne remonty, tramwaj jedzie okrężną trasą,a przecież wiadomo ,że najlepiej drzemie się w tramwaju , który monotonnie buczy i trzęście. Trasę zaliczyła ze dwa razy i  nie trafiła na odpowiedni przystanek. Kiedy popatrzyła na zegarek – było już za późno.

Trzecia

Spotkała w autobusie dawno nie widzianą koleżankę, która na stałe mieszka w USA i właśnie miała wolną godzinkę na wypicie kawy na lotnisku.

Czwarta

Przez 45 minut latała po domu i szukała kluczy od mieszkania, aż w końcu zlitował się nad nią mąż i powiadomił ją telefonicznie ,że te klucze posiada on, bo rano nie mógł znaleźć własnych , a teraz je znalazł i też są w biurze…

Piąta i szósta

Umówiły się godzinę wcześniej w kawiarni ,żeby móc poplotkować o tej pierwszej, trzeciej , czwartej no i ostatecznie o drugiej. Piąta przy piciu coli z wysokiej szklanki , dziabnęła się w oko ozdobna parasolką, a szósta ,jak wyprowadzała na pół ślepą piątą z kawiarni , skręciła nogę na schodach.

A mówią ,że fatum nie istnieje…